Sprawa jest dość skomplikowana. Bardzo łatwo jest narazić się na ocenę i krytykę innych, a przecież aktywność w ciąży jest wskazana.

Nie dalej jak kilka dni temu przyszła do mnie podopieczna, która odwiedziła swoją siostrę i jej maleńkiego synka – Michasia. Jej pierwsze słowa à propos spotkania: “miałaś rację, trzymanie dziecka przez 30 minut to niezły wysiłek”. Sama opieka nad dzieckiem jest wyczerpująca, a co powiecie o trzymaniu pociechy przez kolejne kilkanaście minut, kilkanaście razy dziennie: noszenie, przewijanie, bujanie, uspokajanie? Warto już zawczasu przygotować swój organizm to tego wysiłku.

Wracając do meritum, skoro siła przyda się po porodzie to co robić w trakcie ciąży?
Moja odpowiedź jest jedna: DBAĆ O ZDROWIE! Zarówno przed ciążą jak i w jej trakcie. Tu naprawdę nie chodzi o wygląd, chociaż jakże przyjemnie jest być “zgrabną” przyszłą mamą, chodzi przede wszystkim o samopoczucie. Czy w ciąży, czy nie będąc w stanie błogosławionym, należy być świadomą swojego ciała i jego możliwości kobietą.

Rzeczą jasną jest to, że osoba która nie trenowała zbyt często, po wieści o byciu mamą nie będzie nagle bardziej aktywna. Przede wszystkim nie ma co szaleć, należy słuchać swojego organizmu, ale nie ograniczajmy się jedynie do spaceru po zakupy.

 

 

Chętnie opowiem jak jest u mnie. Życie nie wywróciło się o 180 stopni odkąd 8 miesięcy temu dowiedzieliśmy się, że na świat przyjdzie Hania. Nadal pracuję, moja praca to moja pasja, więc nie wyobrażam sobie nagle przestać trenować innych, robić warsztatów, czy szkoleń.

Jak trenuję i trenowałam?… Tu jest zmiana – byłam silniejsza, byłam sprawniejsza, byłam bardziej wytrzymała, ale to nie znaczy, że skończyłam z trenowaniem. Nic z tych rzeczy…

Praktycznie cały czas coś się dzieje, jeżdżenie rowerem do pracy, swoje treningi, może już nie z tętnem, które doprowadza moją krew do wrzenia, może pot już nie cieknie stróżkami, ale ćwiczę zawzięcie. Kocham to, więc staram się 5-6 razy w tygodniu zrobić trening. Kiedyś trwał on 1,5 h teraz od 35 do 60 minut, większą wagę przykładam do poprawnej rozgrzewki, rozciągania, ciężary maleją, skoki coraz niższe, ale biegam nadal i “dźwigam” kettle – wszystko w miarę moich możliwości.

Pytanie, które mnie prześladuje od początku ciąży: jakie ćwiczenia można wykonywać? W moim przypadku zestaw nie zmienił się drastycznie. Do lamusa przeszły wszelkie brzuszki czy nagłe rzuty na matę. Ciężary? oczywiście, że są! Podnoszę o 50% mniej niż wcześniej, ale chociaż zwiększam ilość powtórzeń. Czy ścigam się z innymi? Oczywiście! Ciąża nie zmienia charakteru, daje powody do większej rozwagi.
Czy sprawia mi przyjemność być nadal sprawniejszą od kilku osób? Jak najbardziej, ale doskonale wiem kiedy powiedzieć stop.

Kiedyś ćwiczyłam przy dużym zmęczeniu, małej koncentracji, a teraz? Nie ma mowy na “zmuszanie się”, kiedy mam dobry dzień to ćwiczę, kiedy nic mi się nie chce lub jest tyle spraw, że nie mam czasu nawet pomyśleć o swoim treningu, po prostu odpuszczam.

Jak jem?

Rozważniej… Nie objadam się słodyczami, bo na moje szczęście mój organizm nie ma tzw. “zachcianek”, które jak do tej pory i tak nie przyszły… początkowo waga spadła, dzięki czemu teraz jeszcze nie przekroczyłam tej sprzed ciąży. Staram się unikać produktów, które powodują nieprzyjemny “ucisk żołądka”. Doświadczone mamy powtarzają mi jak mantrę: ZIELONE! Dzięki takim przysmakom jak: jarmuż, kiwi, pietruszka, awokado czy szpinak włosy rosną szybciej, a skóra ma piękny, zdrowy odcień. Nie ma problemów z trawieniem, ani puchnięciem, o których naczytałam się w poradnikach.

Wybieram aktywność dla siebie i dla dzidziusia. Dzięki niej jestem szczęśliwsza, zdrowsza i mam pełno siły na życie.